środa, 2 maja 2012

Maj

Maj jest piękny. To znaczy, te dwa dni, które już za nami. W ogóle ten rok dotychczas był super. Licząc od 2.05.2011 :P Obroniłam się, mam tytuł. Poszłam na kolejne studia, licząc na jeszcze wyższy tytuł. Jadę do Barcelony, jadę do Endynburga - za całkiem nie-swoje pieniądze. Do Barcelony to nawet syna i męża próbuję wyciągnąć. Bo czemu nie? Spokój i błogość. Cudowne chwile we własym ogródku w te ciepłe dni są lekiem na duszę.

wtorek, 31 stycznia 2012

styczeń 2012

Tak, tak, już styczeń.
Porzuciłam dziecko i udałam się na drugi koniec Polski celem samodoskonalenia zawodowego.
Jednakowoż tęsknię.
Wdawanie się w dyskusje na temat karmienia i szczepienia nie ma sensu, szczególnie to drugie mnie drażni w kontekście osób, które marne mają pojęcie o immunologii. Precz z indoktrynacją. Niech se każdy myśli i robi, co chce. Szkoda tylko, że bez oficjalnego pozwolenia na eksperymenty na dzieciach.
No i co ja mam napisać? Że jest fajnie? Tak zwyczajnie, sielsko, po prostu dobrze. Trochę to mało medialne. Moje Starsze Dziecko rośnie zdrowo, po epizodzie z cudownym Klubem Malucha przechodzimy na opiekunkę, równie cudowną. Zima jest dla niego tworem słabo akceptowalnym i nieciekawym, śniegiem się brzydzi i woli omijać. Gaduła straszna. Przytulas w wymiarze rozsądnym - jak chce, to się przytuli, a jak nie chce, to bunt. Silna osobowość mi w domu wyrasta. I bardzo dobrze.

piątek, 9 września 2011

Wrzesień

Wrzesień zaczął się dość niespodziewanie, bo przegapiłam sierpień. Obudziwszy się zaś w okolicy 6 września, przeżyłam niemały szok. Musiałam odpowiedzieć sobie, dlaczego nie jestem w szkole, dlaczego nie idę na studia, i co robi krasnoludek w mojej kuchni.
Najstarsze z moich dzieci, chyba chcąc wdrożyć się od najmłodszych lat w "procesy szkolne", z dniem 1 września rozpoczęło intensywną naukę chodzenia. Radzi sobie z każdym dniem coraz lepiej, a ja nie mogę się nadziwić. To on zamierza już tak całkiem wydorośleć?
Wymyślam sobie różne zadania, żeby czymś się zająć, kiedy najstarsze z dzieci adaptuje się w placówce opiekuńczej. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka dni zacznę szorować sufity, albowiem wszystko inne będzie już posprzątane.
Cały wrzesień spędzę fantastycznie i leniwie. A co potem - to się okaże.

piątek, 6 maja 2011

Kolejny rok

Za mną kolejny rok. Już nie 25, ale 26 lat na liczniku. Niebezpiecznie zbliżam się do wieku, który jako dziecko uważałam za próg starości (27 lat!). Ciekawe, czy i kiedy zostanę przez mojego syna uznana za mamuta.
Paweł jest na świecie 18 miesięcy, z czego 10 - po tej stronie. Czasem mam wrażenie, że to zupełnie inne dziecko od tego, które urodziłam. Wydaje się taki dorosły, dojrzały, rozgarnięty. Zaraz potem dostrzegam, że on wciąż jest maluchem, dla którego jestem najważniejszą osobą. Beze mnie nic?
Czy uda mi się wreszcie zamknąć 5 lat mojego życia? Dowiemy się w czerwcu, wtedy będzie starcie... Trochę mam już dość, chciałabym pójść dalej, zacząć coś nowego, ale trochę się boję... Niepewność..

środa, 19 stycznia 2011

Czas płynie...

Trudno mi uwierzyć, że coś zaraz się skończy, że kilka lat mojego życia odejdzie w niepamięć, zostanie wspomnieniem, a po tym przecież znaczącym, bo pięcioletnim kawałku życia zostanie tylko papier potwierdzający, że faktycznie, coś takiego miało miejsce.
Jeszcze chyba nie do końca się z tym pogodziłam, nie do końca wierzę, że to się stanie... Trudno, trzeba szybko zacząć żyć dalej i myśleć o przyszłości, bo przeszłość nie wróci.

Skarb rośnie pod moim czujnym okiem. Osiągnął zawrotny wiek 6,5 miesiąca i zajmuje się głównie pełzaniem i zabawą. Jest idealny!

sobota, 25 września 2010

Zmieniłam swoje życie

Nic już nie jest takie samo. Wszystko jest nowe, świeże, mimo że podszyte starzyzną. I wydaje się, że wszystko już było.
Jest perfekcyjnie, prawie. Są elementy, których brakuje. Ale są takie, których istnienia nigdy się nie spodziewałam i których doświadczać jest cudownie.
Nic już nie będzie takie samo.
Zostawiamy za sobą początki, przenosząc się do nowego. Ciekawe, czy to już ostatni raz?

sobota, 22 maja 2010

Odmienne stany świadomości

Dni mijają, nadeszła kolejna sesja, przeminęła powódź.
Wiele spraw do przodu, wiele wciąż w toku.
Czas zdaje się być dla pewnych spraw zatrzymany, dla innych - biec w zdwojonym tempie.
Tęsknię trochę za niektórymi rzeczami, które miałam, a których chwilowo nie mam. Mam inne - nowe, aczkolwiek ja się bardzo przywiązuję do starych rzeczy.
Już pięć miesięcy nie ma mojego psa. A śni mi się. Żywy, sprawny, z gładkim, miłym futerkiem. Przeżywam. Nowy pies nie zastąpi starego. Nigdy nie będzie tym samym, najbardziej moim.
Chyba nie lubię mieć zwierząt. Bo one odchodzą. Na tej samej zasadzie mogłabym odseparować się od wszystkich ludzi - mniej się zwiążę, mniej przeżyję stratę. Idiotyczne? No ba.